Nad polskim jeziorami wyrosły tysiące domków, płotów i tabliczek zabraniających wstępu na prywatną posesję. Spragniony kąpieli turysta może czuć się rozczarowany brakiem dostępu do wody, która jest przecież dobrem publicznym. Co mówi o takiej sytuacji prawo? Czy można w Polsce zagrodzić jezioro?
Półtorametrowy pas bezpieczeństwa
Magdalena Żmuda, Zastępczyni Prezesa Wód Polskich ds. Usług Wodnych, w podcaście Powody do rozmowy porusza temat konfliktów między turystami a właścicielami nadbrzeżnych działek. Jak się okazuje, błędy popełniają przedstawiciele obu stron.
Obowiązujące Prawo wodne stanowi, że każdemu z nas przysługuje możliwość powszechnego korzystania z wód. Możemy spacerować wzdłuż linii brzegowej, korzystać z kąpieli lub uprawiać sporty wodne, o ile nie stoi to w sprzeczności z lokalnymi zakazami. W przypadku naturalnych zbiorników, które nie są regulowane żadnymi urządzeniami piętrzącymi, ustawa zabrania właścicielom nadbrzeżnych posesji grodzenia terenu w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegowej.
Co to dokładnie oznacza? Jeżeli woda jeziora nie jest podpiętrzona, wokół całego jego brzegu musi być pozostawiony pas terenu umożliwiający swobodne przejście oraz opuszczenie zbiornika w sytuacji zagrożenia.
Wody spiętrzone oraz enigmatyczna linia brzegowa, czyli dwa prawne haczyki
Zdaniem Magdaleny Żmudy, płoty i zakazy wstępu nad wieloma polskimi jeziorami są nieuzasadnione i niezgodne z prawem, a jako wykroczenia podlegają karze. Konkretne przypadki można zgłaszać do Wód Polskich lub na policję.
Zanim jednak podniesiemy telefon, warto upewnić się co do okoliczności. Na wodach podpiętrzonych, czyli takich, gdzie zainstalowany jest jaz lub zastawka, wspomniany przepis nie obowiązuje. W takich przypadkach działkę można ogrodzić do linii tzw. MaxPP, czyli maksymalnego poziomu piętrzenia.
Nawet na naturalnych zbiornikach płot sięgający samej wody nie musi oznaczać naruszenia przepisów. Linia brzegowa w świetle prawa wyznaczana jest na podstawie średniego stanu wód z ostatnich 10 lat, a więc zależy w dużym stopniu od warunków hydrologicznych. Zdarza się, że w latach mokrych 1,5-metrowy pas bezpieczeństwa zostaje całkiem zalany, przez co suchą nogą nie da się przejść wzdłuż brzegu.
Spacer tak, piknik nie
Oburzenie letników, którzy nie mogą swobodnie obejść całego jeziora, to tylko jedna strona medalu. Z drugiej jest prawo własności oraz zrozumiała niechęć właścicieli działek do goszczenia tłumów przechodniów na swoim gruncie. Jak Prawo wodne odnosi się do tego problemu?
Zdaniem Magdaleny Żmudy, zapewnienie możliwości przejścia wzdłuż brzegu lub wyjścia z wody w sytuacji zagrożenia nie jest tożsame z przebywaniem na danym terenie i oddawaniem się rekreacji. Jeśli właściciel działki uszanował przepisy i nie ustawił płotu ani tabliczki z zakazem, nie oznacza to, że możemy dowolnie korzystać z jego terenu. Opalanie się, kąpiel czy grillowanie wykraczają poza prawo powszechnego dostępu do wody. Dopuszczalne jest natomiast wyjście z wody na brzeg lub zacumowanie łodzi, jeśli wymaga tego sytuacja.
Chcesz wiedzieć więcej? Temat grodzenia poruszaliśmy już w Wodnych Sprawach w ubiegłym roku. Dodatkowo o zagwarantowaniu dostępu do wód oraz o środkach, jakie mogą być zastosowane w przypadku pojawienia się utrudnień w tym dostępie, pisał również Krzysztof Gruszecki – warto zapoznać się z jego artykułem.
Redakcja Wodnych Spraw przypomina, że sam fakt, że dany odcinek linii brzegowej nie jest ogrodzony i sprawia wrażenie opuszczonego, nie usprawiedliwia arogancji ani lekkomyślności. W ramach naszej corocznej akcji 10 grzechów głównych nieświadomego turysty apelujemy, aby unikać korzystania z dzikich kąpielisk i nie cumować łodzi w trzcinach, a podczas biwakowania, wędkowania czy uprawiania sportów wodnych ograniczać pozostawione ślady do minimum. To, co nie jest zabronione, nad wodą bardzo często okazuje się nieracjonalne i szkodliwe dla ekosystemów!






