O zmianie klimatu, niedoborach wody i ptakach – rozmowa z dyrektorem stołecznego zoo

zmianie klimatu

Warszawskie zoo jest nieodłączną częścią bogatej historii stolicy. Jest domem dla wielu zagrożonych gatunków zwierząt, a dla nas miejscem rekreacji, edukacji i kultury. W tym roku Miejski Ogród Zoologiczny im. Antoniny i Jana Żabińskich w Warszawie obchodzi swoje 95 urodziny. O adaptacji do zmian klimatu, sposobach radzenia sobie z niedoborami wody i miłości do ptaków rozmawiam z dr Andrzejem G. Kruszewiczem – dyrektorem warszawskiego zoo, ornitologiem, założycielem Azylu dla Ptaków, podróżnikiem.

Agnieszka Hobot: Zmiany klimatu odczuwalne są dla wszystkich – zwłaszcza w miesiącach letnich męczą nas upały i niedobory wody. Czy zoo musi poczynić jakieś szczególne przygotowania w tym zakresie przed sezonem letnim? W jaki sposób chronione są zwierzęta mieszkające w ogrodzie?

Andrzej Kruszewicz: Na pracownikach zoo spoczywa odpowiedzialność za dobrostan zwierząt i bezpieczeństwo odwiedzających. Zwierzętom staramy się zapewnić możliwie najlepsze warunki życia, bez względu na panujące temperatury, niedobór czy nadmiar wody. Przede wszystkim dbamy o to, żeby każde zwierzę miało dostęp do wody pitnej. Wybiegi są wielokrotnie kontrolowane w ciągu dnia, by w razie konieczności uzupełnić poidła. Do części zachodniej, czyli w stronę ulicy Wybrzeża Helskiego, ze względu na słabą infrastrukturę oraz duże wybiegi zwierząt kopytnych, dowozimy wodę beczkowozami. Tam też istnieje większe ryzyko przewrócenia pojnika, więc i czujność pracowników zoo jest wzmożona.

Warszawskie zoo ma rozwinięty system odzyskiwania wody. Jest to jeden ze sposobów radzenia sobie z deficytami. Dysponujemy pojazdami umożliwiającymi wypompowywanie brudnej wody z basenów pingwinów czy fok, by następnie wykorzystać ją do podlewania roślinności. Łatwiejsze byłoby oczywiście odprowadzanie jej bezpośrednio do kanalizacji, jednak nasi ogrodnicy udoskonalili system odpompowywania, włączając się tym samym w politykę oszczędzania zasobów.

Kolejnym sposobem na radzenie sobie z suszą jest zbieranie deszczówki. Stosujemy ją potem nie tylko do podlewania, ale także do zasilania basenów, z których korzystają zwierzęta. Staramy się, by woda krążyła w cyklu zamkniętym. Wspomnę jeszcze, że na terenie zoo trawa koszona jest jedynie w miejscach przeznaczonych do piknikowania. Na wyrośniętej roślinności gromadzi się poranna rosa, która jest wystarczającym nawodnieniem, nie tylko bezpłatnym, ale też ekologicznym.

Planując rozwój ogrodu i nowe inwestycje, bierzemy pod uwagę zmiany klimatu. Ale zanim opowiem o naszym najnowszym projekcie, wspomnę o tym, którego nie zrealizowaliśmy. W latach 80. pojawił się pomysł na wybudowanie pierwszego w Polsce oceanarium. Stałoby się ono ponadczasową, wielosezonową maszynką do zarabiania pieniędzy. Zapewniłoby zainteresowanie odwiedzających oraz znaczny zysk. Z różnych względów nie zrobiliśmy tego jako pierwsi. Szybszy był Wrocław, później zainwestowały Łódź i Gdynia. Budowanie kolejnego oceanarium nie ma sensu. Z perspektywy czasu wiem, że dobrze się stało. Koszty, nie tylko finansowe, utrzymania takiego obiektu są ogromne. Co prawda zarabiają wielkie pieniądze, ale z punktu widzenia ekologicznego to katastrofa. Zużycie wody i prądu są gigantyczne i z ekologią niewiele mają wspólnego.

A teraz powróćmy do współczesności. Podjęliśmy decyzje, które pozwolą na wdrażanie działań ukierunkowanych na zeroemisyjność ogrodu. Jesteśmy w trakcie realizacji projektu: „Przygotowanie zoo do zeroemisyjności w związku ze stuleciem w 2028 roku”. Istotnym działaniem w ramach tego projektu jest oczywiście fotowoltaika. Poziom zaawansowania prac jest wysoki. Rozbudowujemy też system odzysku deszczówki, mając świadomość ogromnej roli retencjonowania wody.

Oczywiste jest, że woda stała się zasobem deficytowym. Tam, gdzie możemy, uzdatniamy wodę, żeby jak najdłużej była w obiegu: filtrujemy, napowietrzamy, zmniejszamy obsady zwierząt, jeśli jest to konieczne, i tak jak wspominałem, podlewamy wodą spuszczoną z basenów. Zmiany klimatyczne zachodzą w skali globu, są bardzo dynamiczne, chociaż zwykły śmiertelnik tego nie zauważa albo nie chce zauważyć. Oczy otwierają mu się dopiero w czasie suszy czy powodzi, dopiero wtedy dostrzega, że coś jest nie tak z dystrybucją wody na Ziemi. Działamy już dziś, ponieważ nie chcemy przegapić momentu, w którym będzie za późno. Wdrażamy projekty instytucjonalne chroniące różne elementy przyrody, ale na terenie zoo najważniejsza jest oszczędność wody.

A.H.: Zwierzęta w zoo żyją w specyficznych warunkach, do których się dostosowały. Czy można zauważyć jakieś szczególne zachowania, które są reakcją na upały i sposobem radzenia sobie z nimi?

A.K.: Sposoby radzenia sobie z brakiem wody oraz wysokimi temperaturami powietrza są zależne od gatunku zwierzęcia. Te, które pochodzą z sawanny afrykańskiej, są doskonale przystosowane do upałów. Słonie potrafią narzucić na siebie warstwy ziemi, piachu, żeby chronić się przed słońcem.

Z hipopotamami jest już trochę trudniej. One w warunkach naturalnych przebywają głównie w wodzie, a latem w Polsce mamy jej deficyt. Kłopot jest też z nosorożcami pancernymi. Te zwierzęta podczas upałów całe dnie spędzają ukryte w wodzie, zanurzone w błocie, w ten sposób chroniąc się przed słońcem. Staramy się zapewnić im dostęp do takiego sposobu ochrony, ale nie zawsze się to udaje. Dodatkowym zabezpieczeniem jest budynek, w którym mogą się schłodzić. Niemniej podczas wędrówek z jednego miejsca w drugie słońce podrażnia ich skórę. Chcąc temu zapobiec, opiekunowie zwierząt smarują je warstwą glinki, chroniąc tym samym przed promieniami.

Zwierzętom zapewniamy, według potrzeb, nieograniczony dostęp do pomieszczeń, czasem nawet klimatyzowanych, baseny i błotniska, zraszacze i swobodę decydowania o tym, w której części swojej przestrzeni chcą przebywać. Oczywistością jest dostęp do świeżej wody, czasem w postaci lodu.

Jako że moją pasją są ptaki, nie mogę nie wspomnieć o fascynującym sposobie na upały, jaki wypracowały bociany. Do tej pory tego typu działania obserwowano w Afryce, ale niestety coraz częściej widoczne są w Polsce. Bociany, aby się schłodzić w temperaturze powyżej 30°C, wydalają pod siebie. Ustawiają nogi w specyficzny sposób, pokrywając je odchodami, które wysychają i robią się białe, zapewniając ochronę przed słońcem.

A.H.: W jednym z wcześniejszych wydań „Wodnych Spraw” pisaliśmy o wpływie zmian klimatu i niedoborów wody na wędrówki ptaków. Moje pytanie wynika z faktu, że warszawskie zoo prowadzi dla nich azyl. Czy w związku z tym, że te wędrówki zostały zaburzone, zmieniły się pewne zachowania ptaków? Czy zmieniła się liczba przynoszonych do azylu zwierząt? Czy jest to powiązane z klimatem, czy raczej nie ma związku?

A.K.: Azyl jest dla mnie bardzo ważną częścią ogrodu. Inwestujemy sporo w edukację i świadomość społeczeństwa, chcemy by ludzie wiedzieli, jak pomóc i gdzie szukać wsparcia w tym zakresie. W konsekwencji, z roku na rok, ptaków nam przybywa. W 1998 r. zaczynaliśmy z 2000 lokatorów. W tej chwili przekroczyliśmy liczbę 7000 ptaków rocznie.

Obserwujemy też wzrost bogactwa gatunków – 150 jest normą. Mieszkają u nas ptaki, które odlatywały na zimę, na przykład czaple czy kormorany. To są skutki zmian klimatu. Mamy też ekspansję żołny. To kolorowe ptaki, które występowały bardzo licznie, później nastąpiło załamanie populacji, a dziś widać wyraźnie ich presję na północ. Mamy już na Podlasiu kolonie lęgowe.

Kolejną anomalią są znikające kraski. Nie rozumiemy, dlaczego tak się dzieje, ale podejrzewamy problemy na trasie wędrówek. W Ukrainie czy na południu Europy nie ma takich zaburzeń. Inne przykłady? Kanie rude odlatywały z Polski, a teraz na zachodzie kraju są cały rok. Podobnie jak kormorany. Kiedyś wędrowały, opuszczały wody przylądowe, ponieważ te zamarzały, a teraz są stale obecne. Obserwujemy te anomalia i wyciągamy ostrożne wnioski. Przyczyn można upatrywać nie tylko w zmianach klimatu, ale też w dokarmianiu zwierząt. To na pewno nie wszystko. Temat jest bardzo trudny naukowo.

Wodne Sprawy 14 2023 8
O zmianie klimatu, niedoborach wody i ptakach - rozmowa z dyrektorem stołecznego zoo 1

A.H.: Kolejne pytanie dotyczy pana miłości do ptaków. Dlaczego akurat ptaki i dlaczego pan tak dużo swojej uwagi, publikacji, audycji poświęcił właśnie im. Skąd to się wzięło?

A.K.: Trudno upatrywać konkretnego momentu, w którym ta pasja się pojawiła, konkretnej przyczyny. Ja się chyba z tym urodziłem. Takich osób jest więcej. Niestety w większości są to mężczyźni, chociaż teraz coraz częściej spotykam pasjonatki, które kiedyś nie miały szans na rozwijanie takich zainteresowań. Mężczyzna chodzący samotnie z lornetką nie wzbudzał takiej sensacji jak kobieta. Dziś na szczęście jest dużo większa swoboda i kobieta obserwująca ptaki nie wzbudza zainteresowania.

Ja się z tym urodziłem, ale wiele osób podejmuje wyzwanie obserwowania ptaków pod wpływem jakiegoś bodźca. Twierdzą na przykład, że fotografowanie ptaków jest terapeutyczne dla głowy i ciała, jest wyzwaniem i wciąga. Jest taka książka „Na skrzydłach”. Autor – Maciej Zdziarski – przeprowadził wywiady z ludźmi, którzy dzięki pasji do ptaków, przeżyli coś ważnego. To fascynująca lista powodów, dla których ludzie idą w tę, a nie w inną stronę. Ile osób, tyle może być powodów motywujących do działania.

A.H.: Ostatnie pytanie będzie praktyczne, takie może ku przestrodze. Ludzie często, działając w dobrej wierze, szkodzą zwierzętom, na przykład je dokarmiając. Będę wdzięczna za podpowiedź, co robić, a czego robić nie wolno, by wspierać zwierzęta w dostosowywaniu się do zmieniającego się świata.

A.K.: Dziękuję za to pytanie. Temat jest ważny, a niestety często ignorowany. Dokarmianie zwierząt latem to zbrodnia. Nie wolno tego robić w żadnym wypadku. Można się o nie zatroszczyć w czasie mrozów, kiedy mają utrudniony dostęp do naturalnego pożywienia. Wabienie ptaków w jedno miejsce, kiedy nie ma ujemnych temperatur, naraża je na poważne choroby.

Latem ptaki, jak wszystkie żywe organizmy, potrzebują wody, szczególnie w mieście, dlatego warto robić poidła i dbać o nie, wymieniając wodę.

Można też zgłosić do elektrowni gniazda bocianie, w których ptaki narażone są na porażenie prądem. Są techniczne sposoby, by to rozwiązać, więc warto próbować. Argumentem nie do zbicia jest fakt, że ptaki zagrażają ciągłości dostaw prądu i mogą być przyczyną awarii. Nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

Warto także zabezpieczać duże powierzchnie szklane naklejkami albo chociaż namalowanymi mydłem pasami. Dla nas to niewielki ubytek na widoczności, a ptaki nie będą się o nie rozbijać.

A.H. Dziękuję za rozmowę i cenne wskazówki.


Źródło zdjęć: Archiwum Warszawskiego ZOO

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Close Popup
Privacy Settings saved!
Ustawienie prywatności

Kiedy odwiedzasz dowolną witrynę internetową, może ona przechowywać lub pobierać informacje w Twojej przeglądarce, głównie w formie plików cookie. Tutaj możesz kontrolować swoje osobiste usługi cookie.

These cookies are necessary for the website to function and cannot be switched off in our systems.

Technical Cookies
In order to use this website we use the following technically required cookies
  • wordpress_test_cookie
  • wordpress_logged_in_
  • wordpress_sec

Cloudflare
For perfomance reasons we use Cloudflare as a CDN network. This saves a cookie "__cfduid" to apply security settings on a per-client basis. This cookie is strictly necessary for Cloudflare's security features and cannot be turned off.
  • __cfduid

Odrzuć
Zapisz
Zaakceptuj

music-cover