W 2018 r. byłem mocno zaangażowany w sportowe pływanie zimowe, co zaowocowało wyprawą na Antarktydę. Po powrocie do Polski myślałem o kolejnym wyzwaniu. Chciałem sprawdzić, jak pływa się długie dystanse w chłodnej wodzie, przy ograniczonym dostępie tlenu. Wybrałem jezioro Titicaca, które leży na niespełna 4000 m n.p.m., co powoduje, że mamy tam do dyspozycji tylko 60 proc. tlenu, w porównaniu z nizinami, a w trakcie wysiłku nie możemy przyspieszyć akcji oddechowej. Na początku 2020 r. przepłynąłem tam trasę w kąpielówkach, czepku i okularkach, z wyspy Taquile na ląd stały, do Llanchon ( 10,5 km ) w wodzie o temperaturze 14-15°C.

W trakcie przygotowań do wyprawy rozpocząłem współpracę z Julią Kozerską, wybitną freediverką, która obecnie jest mistrzynią i rekordzistką świata w nurkowaniu na wstrzymanym oddechu. Potrafi przepłynąć stylem klasycznym pod wodą bez oddychania aż 213 metrów. Dyscyplina ta w sportach nurkowych oznaczana jest jako DNF, czyli pływanie bez płetw, ale Julia trenowała i trenuje też w monopłetwie, więc miałem okazję przyjrzeć się, jak to wygląda w praktyce. Kupiłem dwie monopłetwy: większą, sztywną i mniejszą, bardziej miękką. Rozpocząłem treningi, które miały być urozmaiceniem mojej rutyny pływackiej.

Co można zrobić za pomocą „ogona delfina”?

Monopłetwa to płetwa, do której wkładamy obie nogi na raz, nie możemy wiec w niej chodzić. W porównaniu z klasycznym sprzętem odznacza się większą sprawnością płynięcia, ponieważ nie występują dodatkowe turbulencje pomiędzy poruszającymi się niezależnie kończynami dolnymi. Monopłetwy można używać na różne sposoby. Można w niej pływać sportowo pod wodą na wstrzymanym oddechu, notując kolejne rekordy pokonanej odległości. Wśród mężczyzn rekordzistą świata jest Mateusz Malina, który potrafi przepłynąć 321,43 m. Wśród kobiet najlepsza jest obecnie Mirela Kardašević, z wynikiem 275,36 m. Dyscyplinę tę oznacza się w nurkowaniu jako DYN (dynamika).

W pojedynczej płetwie nurkuje się też, by uzyskać jak największą głębokość (CWT). Najlepszy w tej konkurencji jest Alexy Molchanov, który – używając stałego balastu – dopłynął na 136 m. Oznacza to, że nosił on pas z ołowianymi ciężarkami, których nie wolno odpiąć przed powrotem na powierzchnię. Nurek płynie w dół wzdłuż liny asekuracyjnej. Freediverzy rozgrywają mistrzostwa świata w dyscyplinie 8 i 16×50 m pływanych na czas. Chodzi o to, by przerwy pomiędzy kolejnymi pokonanymi „pięćdziesiątkami” były jak najkrótsze.

Na świecie odbywają się także wyścigi w monopłetwie na powierzchni wody. Używa się wtedy do oddychania rurki czołowej, która jest modyfikacją zwykłej fajki do nurkowania rekreacyjnego. Chodzi o to, żeby sprzęt podczas wyścigu nie generował zbędnego oporu. Zawodnicy zwykle ścigają się na dystansach od 50 do 1500 metrów. Aby mieć wyobrażenie o prędkości takiego pływania, porównajmy wynik rekordzisty świata na 100 m z płetwą – 33,71 s (Max Poschart) z najlepszym pływakiem, który pokonał ten dystans kraulem – 46,86 s (David Popovici). Jak widać, pływanie w monopłetwie jest znacznie szybsze.

Ciekawą dyscypliną, w której używa się „ogona”, jest pływanie pod wodą na orientację. Zawodnicy wyposażeni są tutaj w butlę z powietrzem do oddychania i muszą w jak najkrótszym czasie, w warunkach wód otwartych, dopłynąć do wyznaczonych pod wodą punktów kontrolnych.

Na koniec przeglądu dyscyplin sportowych trzeba wspomnieć o modzie na „marmaiding”, który jest raczej domeną kobiet. Chodzi o to, by zastąpić sportową monopłetwę bardziej fantazyjnym syrenim ogonem, który stanowi integralną część stroju kąpielowego. „Syreny” pływają rekreacyjnie, liczy się zabawa, układ choreograficzny i po prostu styl!

Pływanie w monopłetwie – jak się za to zabrać?

Pływanie w płetwie niesłusznie uchodzi za trudniejsze od konwencjonalnego i zarezerwowane tylko dla wytrawnych sportowców. Kiedy ma się pierwszy raz na nogach monopłetwę, można czuć się niepewnie ze względu na brak możliwości używania osobno nóg. Na początku można uczyć się takiego pływania, używając dwóch zwykłych płetw i wykonując ruchy delfinowe. Pływając z monopłetwą delfinem, ważna jest umiejętność wyciągnięcia i przytrzymania ramion przed sobą (pozycja strzałki), co nie jest takie oczywiste, ponieważ często brakuje nam odpowiedniej ruchomości w stawach ramiennych i w szyi. Warto więc trochę poćwiczyć tę pozycję na lądzie.

Po zrobieniu dużego wdechu płyniemy pod wodą lub na powierzchni, generując ruch przede wszystkim prostownikiem grzbietu, pośladkami i mięśniami brzucha. Koncentrujemy się na uruchomieniu bioder, które pracują najpierw w dół, a następnie w górę, ku powierzchni wody. Głowę i ramiona trzymamy stabilnie (ręce możemy ułożyć też wzdłuż tułowia), unikamy nadmiernego zginania kolan, co jest głównym błędem początkujących. Po kilku ruchach wynurzamy się, by nabrać powietrza lub używamy rurki czołowej.

Ze względu na bezpieczeństwo warto próbować przy asekuracji drugiej osoby. Dobrze zacząć treningi w miękkiej monopłetwie. Modele sportowe są bardzo sztywne, a staw skokowy nie jest naturalnie przygotowany do takiej pracy. W ramach zabawy i doświadczania wody warto próbować pływania także w pozycji na boku, na plecach i bez płetwy (ruchem delfinowym).

Korzyści z treningu w monopłetwie

W czterech podstawowych stylach pływackich do napędu wykorzystujemy ramiona i nogi. Pływając w monopłetwie, wykorzystujemy nasze największe i często zaniedbane mięśnie. Gdy nauczymy się już techniki, co nie jest trudne, odkryjemy, że jest to dość naturalny sposób poruszania się i jesteśmy do niego ewolucyjnie przystosowani – wszak nasi krewniacy, walenie, właśnie tak poruszają się w wodzie. Okazuje się, że koszt energetyczny pływania rekreacyjnego takim sposobem jest niższy niż innymi stylami.

Dzięki temu charakterystycznemu sposobowi poruszania się, przywracamy ruchomość w tułowiu i biodrach. Mięśnie wykonują pracę w skoordynowany sposób, więc poprawiamy kontrolę motoryczną tułowia i dlatego trening może stanowić profilaktykę bólów krzyża. Jeśli zespół bólowy jest już obecny, to pływak może nie mieć wystarczającej ruchomości w kręgosłupie, by bezboleśnie pływać w ten sposób, jednak warto spróbować. Może z czasem nastąpi poprawa. Jeśli ktoś lubi pływanie, ale ze względu na kontuzję ramienia nie może normalnie trenować, monopłetwa staje się alternatywą na czas rekonwalescencji. Może być też urozmaiceniem monotonnego treningu. W przypadku deficytów sensomotorycznych, np. w chorobach nerwowo- mięśniowych, standardowe pływanie może być problematyczne ze względu na zbyt małą siłę kończyn. Rozwiązaniem może być wtedy płetwa.

Przeprawa w monopłetwie

Moją przygodę z monopłetwą zacząłem od pływania 25 m i następnie 50 m pod wodą, dochodząc do powtórzeń 16×50 m, ze skracaniem czasu przerwy pomiędzy poszczególnymi odcinkami. Jeśli chodzi o pływanie „na odległość”, to robiłem to raczej stylem klasycznym i po roku w miarę regularnego treningu przepłynąłem (pod okiem Julii Kozerskiej) swoje pierwsze 100 m (DNF bez użycia balastu i pianki). Następnie zacząłem pływać w monopłetwie na wodach otwartych. Pomyślałem o jakimś dłuższym odcinku, który mógłbym przepłynąć, używając – oprócz okularków i kąpielówek – także „ogona”.

Padło na trasę Gdynia – Hel, którą już wcześniej pokonywałem w sztafecie w wodzie o temperaturze około 4°C. Jest to piękna trasa ze względu na krajobraz, latem wybierana przez wiele pływaczek i pływaków. Jest także stosunkowo prosta, bo nie ma tu fal jak na otwartym morzu, a i nawigacja nie jest wymagająca. Pomyślałem, że jeśli uda mi się przepłynąć tę drogę, używając tylko „ogona”, jak morświn, będzie to świetne nawiązanie do działalności stacji morskiej na Helu. Czekało mnie 18 km płynięcia non-stop samą płetwą ogonową!

Pływanie w monopłetwie
Pływanie w monopłetwie 1

W treningu postanowiłem dojść przynajmniej do pływania ciągiem połowy dystansu, by zobaczyć jak się będę czuł. Czy stopy nie będą ulegały otarciom, czy wytrzymają stawy skokowe przy długim wykonywaniu ruchów w pełnym zakresie, czy nie zacznie mnie boleć kręgosłup. Główny trening wykonałem w stawie Szlomiok, w Dolinie Trzech Stawów w Katowicach, pływając tam i z powrotem przez całą długość zbiornika, czyli 125 m. Był to maj, czerwiec i lipiec, więc od czerwca pilnowali mnie pracujący na tym miejskim kąpielisku ratownicy. Pływałem najpierw po 2 km, potem 3 i 4, aż do 8. Po kilkukrotnym pokonaniu 8 km stwierdziłem, że nie czuję się specjalnie zmęczony i nie ma sensu pływać dłuższych dystansów. Przestało to być też ekscytujące.

Pierwszą próbę przepłynięcia szlaku Gdynia – Hel podjąłem 26 sierpnia 2020 r. Do asekuracji wykorzystałem ponton z niewielkim silnikiem. Pomagali mi Dariusz Dziecielski, Tomasz Madej, Michał Starosolski i Dominik Teske. Warunki pogodowe nie należały do wymarzonych. Fala może nie była duża, ale zmienny wiatr i deszcz nie wróżyły niczego dobrego. Po wypłynięciu z plaży w Babich Dołach raz po raz gasł nam silnik, a woda wlewała się przez burtę to pontonu. Postanowiliśmy zrezygnować. Może warunki nie były najgorsze dla pływaka, ale dla małego pontonu było zbyt ryzykownie. Nie miałem też wtedy czasu, by czekać na odpowiednią aurę. Po prostu zaryzykowałem i się nie udało, tak do tego podszedłem. Plany musiałem przenieść na rok następny.

Przygotowując się po raz kolejny, powtórzyłem trening z poprzedniego sezonu, wydłużając dystanse w monopłetwie do 8 km i na Pomorze ruszyłem na przełomie czerwca i lipca 2021 r. Byłem bardzo zmotywowany, bo ze względu na pandemię i brak możliwości lotu do Jakucji nie doszła do skutku moja wyprawa na rzekę Lenę na Syberii. Miałem możliwość przeczekania kilku dni, gdyby pogoda załamała się w ostatniej chwili. Trzeba wiedzieć, że prognozy morskie są pewne jedynie na 12 godzin do przodu, a i to nie na 100 proc.

Tym razem organizacją, oprócz Dariusza Dziecielskiego, zajął się podróżnik Mikołaj Sondej, a na pontonie z silnikiem miała płynąć moja żona, pływak zimnych wód Grzegorz Filipkowski i fotograf/ratownik Michał Marzec. Okazało się, że korzystniej, ze względu na wiatr, będzie startować z Helu i płynąć w kierunku Babich Dołów. Z tego powodu Mikołaj musiał przepłynąć małym pontonem z Pucka na Hel i tam nocować na plaży, co jest przygodą samą w sobie. Reszta ekipy dojechała na miejsce startu rano.

Zapakowałem do pontonu banany, sok jabłkowy, trochę coli, jakiegoś batonika, ale niezbyt się przejmowałem jedzeniem. Nastawiłem się na 6 godzin wysiłku i wiedziałem, że wiele nie będę potrzebował. Stopy mocno nasmarowałem kremem, żeby ich nie obetrzeć i założyłem mniejszą, miękką monopłetwę z myślą, że jak zacznie mi dokuczać otarcie lub staw skokowy, to zmienię sprzęt i będzie lepiej. Bałem się też trochę dużej i sztywnej monopłetwy ze względu na ewentualne skurcze mięśni, choć takowe miałem tylko na pierwszym treningu. Woda miała 19°C, stan zatoki wynosił 2. Początek miałem nerwowy, dopiero na 6 km się zrelaksowałem.

Brałem oddech co 4 ruchy, czasami wydłużałem pływanie pod wodą do 8 cykli. Ręce cały czas trzymałem z przodu. W środkowej części trasy pojawiły się większe podmuchy wiatru i troszkę większa fala skośna. Na szczęście szybko ustąpiły. Ważny moment nastąpił, gdy mój zespół dojrzał wyraźnie ruiny torpedowni, które znajdują się blisko plaży w Babich Dołach i zaczął mnie okrzykami zachęcać do dalszego wysiłku. Zostało ostatnich 6 km.

Nie chciałem pić, jeść, a nawet chciałem ograniczyć oddychanie, byle jak najprędzej dotrzeć do celu. Udało się i wczesnym popołudniem, po 6 godzinach i 9 minutach pływania non stop samym ogonem, wylądowałem na plaży. Woda przy brzegu miała rekordowe 22°C, a plaża była pełna letników. Nie byłem tak zmęczony, jak jest się zmęczonym po 20 km kraulem, ale jednak. Pamiętam, że byłem głodny, ale ze zmęczenia nie mogłem dokończyć obiadu.

Pływanie w monopłetwie
Pływanie w monopłetwie 2

Była to dla mnie piękna i oryginalna przygoda i choć to trochę romantyczna wizja, to człowiek naprawdę może się poczuć trochę jak waleń, mieszkający w morzu. To, że eksplorujemy możliwości pływania w jednej płetwie czy w dwóch płetwach, że coraz lepiej nurkujemy i pływamy dowodzi, że istnieją niezliczone możliwości nawiązywania więzi człowieka z wodą i z przyrodą. Prawie każda osoba może znaleźć coś dla siebie. Nawet jeśli nasze możliwości ogranicza dysfunkcja naszego ciała. Albo właśnie wtedy!

Przeczytaj także: “Pływacki rekord na Bałtyku – wywiad z niezwykłym człowiekiem“.


Autorzy zdjęć: Leszek Naziemiec, Michał Marzec

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Close Popup
Privacy Settings saved!
Ustawienie prywatności

Kiedy odwiedzasz dowolną witrynę internetową, może ona przechowywać lub pobierać informacje w Twojej przeglądarce, głównie w formie plików cookie. Tutaj możesz kontrolować swoje osobiste usługi cookie.

These cookies are necessary for the website to function and cannot be switched off in our systems.

Technical Cookies
In order to use this website we use the following technically required cookies
  • wordpress_test_cookie
  • wordpress_logged_in_
  • wordpress_sec

Cloudflare
For perfomance reasons we use Cloudflare as a CDN network. This saves a cookie "__cfduid" to apply security settings on a per-client basis. This cookie is strictly necessary for Cloudflare's security features and cannot be turned off.
  • __cfduid

Odrzuć
Zapisz
Zaakceptuj

music-cover