ARTYKUŁ SPONSOROWANY IDEA 3W


Akwaponika – technologia przyszłości bliżej niż nam się wydaje

Akwaponika

Zrównoważony rozwój i potrzeba ochrony zasobów wodnych wymuszają na nas poszukiwanie nowych technologii. Dotyczy to także rolnictwa i gospodarki żywnościowej, które są z jednej strony bardzo uzależnione od wody, z drugiej zaś konsumują jej znaczne ilości. Wbrew pozorom, wdrażanie innowacyjnych technologii wcale nie jest tak odległe, jak mogłoby nam się wydawać. O tym, jak akwaponika może nam pomóc w rozwiązaniu problemów z żywnością, w szczególności w miastach, rozmawiam z panią Katarzyną Palą, biotechnolożką i pomysłodawczynią projektu Miejskiej Farmy Akwaponicznej.

Marta Saracyn: Żyjemy w tej chwili w dosyć ciekawych czasach, w których bardzo wiele rzeczy się zmienia. Przywiązujemy coraz większą wagę do tego, jak wykorzystujemy zasoby naturalne. Dotyczy to także rolnictwa i produkcji żywności. Jednym ze sposobów na zmniejszanie zużycia wody czy też gruntu jest akwaponika. Czym ona jest i jakie przynosi nam korzyści?

Katarzyna Pala: Rzeczywiście, te trendy, o których pani powiedziała, w ostatnich dwóch, trzech, czterech latach bardzo mocno przyspieszyły i pokazały wrażliwość naszego społeczeństwa na brak wody czy ogólnie na brak nowoczesnych metod produkcji żywności. Od dawna wiadomo, że intensywne rolnictwo bardzo degraduje przyrodę. Zabiera ziemię i zanieczyszcza środowisko. Co prawda, wiele już zostało zrobione w celu poprawy i ograniczenia ilości pestycydów, antybiotyków oraz herbicydów, które tam stosujemy, ale to wszystko nie wystarczy.

W ostatnich latach COVID oraz wojna w Ukrainie pokazały nam, że długie łańcuchy dostaw to bardzo duży problem w transporcie żywności. Przerwanie ich może przyczynić się do tego, że będziemy odczuwać niedobory. Dotyczy to w mniejszym stopniu bogatej Europy, a w większym krajów biednych, które importują żywność w znacznych ilościach. Akwaponika może być rozwiązaniem tej trudnej sytuacji. Szczególnie tam, gdzie niedobory wody przekładają się na niedobory jedzenia.

Akwaponika to system, który produkuje jednocześnie zwierzęta wodne i rośliny. Jest to układ w dużej mierze zamknięty. Do tej pory ta technika była postrzegana bardziej jako hobby, jako ciekawostka, którą można sobie postawić w domu. Nie była natomiast traktowana jako poważna branża przemysłu spożywczego. My chcemy to zmienić.

Najogólniej akwaponika polega na połączeniu zbiornika ze zwierzętami wodnymi z modułem do hodowli roślin w system zamknięty. Wyobraźmy sobie, że w zbiorniku hodujemy ryby (mogą to być inne zwierzęta wodne). Karmimy je, a one metabolizują pokarm i wydalają. Bogate w związki azotu i fosforu odchody przechodzą do modułu roślinnego i nawożą rośliny. Nie trzeba uprawy chemicznie stymulować. No prawie nie trzeba. Nie ma układów idealnych i czasem konieczne jest dostarczenie minimalnej ilości nawozów.

W akwaponice minimalizujemy potrzebę dodawania roślinom zewnętrznych substancji odżywczych. Te z wody zaspokajają większość potrzeb. Rośliny pobierają biogeny z wody, która następnie przepływa przez system filtrów mechanicznych i biologicznych i czysta wraca do zbiorników ze zwierzętami. W idealnym układzie mamy system zamknięty, w którym cyrkuluje woda, a my dostarczamy tylko żywność dla zwierząt. Możemy ją wyprodukować z roślin, które rosną w systemie lub ich resztek.

W akwaponice produkujemy żywność zarówno pochodzenia zwierzęcego, jak i roślinnego. Oczywiście jest to bardzo uproszczony opis. To nie jest perpetuum mobile. Istnieje bardzo wiele problemów, chociażby natury energetycznej. Poza tym woda paruje, są też ubytki związane z obsługą filtrów i konwertowaniem odpadów na biomasę. Mamy więc do czynienia ze stratami wody, które trzeba uzupełniać. Przy czym koniecznie należy zaznaczyć, że ograniczamy zużycie wody o 90%, bo tyle cały czas cyrkuluje w obiegu. Obliczyliśmy, że tracimy jedynie 10%. Jest to bardzo duża oszczędność w porównaniu z rolnictwem tradycyjnym.

M.S: W marcu zainstalowaliście Państwo pierwszą AquaFarmę. Czy akwaponikę można zacząć już traktować jako rozwiązanie problemów z zaopatrzeniem miast w żywność? Jaka jest jej wydajność? Ile osób można wyżywić dzięki takiej farmie, którą Państwo uruchomiliście we Wrocławiu?

K.P: Tego jeszcze nie wiemy, bo to jest przedmiotem projektu, który nadal jest w fazie wdrażania. Żeby odpowiedzieć na takie pytania, badamy w tej chwili dwie farmy. Jedną właśnie we Wrocławiu, drugą w Oslo. Nasza praca jest finansowana z funduszu polsko-norweskiego w ramach projektu USAGE. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie udam nam się uzyskać odpowiedzi na postawione przez panią pytania. Dodatkowo, te farmy będą zaopatrzone w tak zwany zielony dach, by zbierać wodę deszczową w sposób naturalny. Dach ma też ją oczyszczać i dodawać do zbiorników jako uzupełnienie strat.

Badamy jak opłacalna jest akwaponika, gdyż do tej pory była ona postrzegana albo jako hobby, albo rozwiązanie na skalę przemysłową. My chcemy zbadać, czy takie małe farmy kontenerowe, jak te we Wrocławiu i w Oslo, będą się sprawdzały pod kątem biznesowym. Po pierwsze, testujemy, jaką będą miały wydajność. Po drugie, jakie gatunki powinniśmy w takich systemach hodować, żeby zainteresować lokalną społeczność, w tym także restauratorów. Po trzecie, oceniamy, jakie są koszty związane z założeniem i prowadzeniem takiej farmy, co zrobić, żeby ją zoptymalizować pod kątem energetycznym, produkcyjnym oraz oszczędności wody. Sprawdzamy, gdzie farmy kontenerowe mogą stać, jak je zainstalować, jakie dokumenty są potrzebne, żeby właśnie taką żywność hodować. Pojawia się wiele różnych aspektów, które do tej pory w ogóle nie były brane pod uwagę.

Chcemy to wszystko rozpoznać i przygotować przewodnik po miejskiej akwaponice. Plan jest taki, że pokażemy nasze wyniki, które w przyszłości mogą posłużyć małym i średnim przedsiębiorstwom. Na bazie naszych doświadczeń, takie podmioty będą mogły stawiać farmy jako formę własnej działalności. System małych, rozproszonych w mieście obiektów to kierunek, jaki chcemy rozwijać. Chcielibyśmy przeskalować wrocławską aquafarmę tak, żeby podobne obiekty mogły powstać na przykład na parkingach przy supermarketach, na osiedlach mieszkaniowych. Byłyby wtedy łatwo dostępne dla szerszej grupy klientów. Możliwe jest też dostarczanie produktów bezpośrednio do restauracji, ale to inny model biznesowy, który oczywiście wymaga też innego marketingu i troszeczkę innego portfolio produktów. Jest bardzo wiele możliwości, ponieważ jednak do tej pory nikt tego nie zrobił, to chcemy te wszystkie aspekty zbadać, żeby ułatwić wdrożenie akwaponiki na rynek.

M.S: Od dwóch lat w Polsce zatacza coraz szersze kręgi idea 3W, czyli woda, węgiel i wodór, wskazująca także na synergie między tymi elementami. Jestem ciekawa, czy widzi pani połączenie akwaponiki z tą ideą.

K.P.: My już jesteśmy częścią idei 3W, która mówi, że węgiel, woda i wodór, jako elementy składowe trochę szerszej całości, są niezwykle istotne. My się skupiliśmy na wodzie i jej obiegu zamkniętym. Natomiast, jeżeli dodamy do tego węgiel jako pierwiastek mający zastosowanie w technologiach sensorycznych do czujnikowania aquafarm, a wodór jako zielone źródło energii, to akwaponika może połączyć wszystkie elementy idei 3W.

M.S: To, o czym pani opowiada, brzmi trochę jak technologia z odległej przyszłości. Jednak we Wrocławiu widzimy, że to już się dzieje. W jakiej perspektywie możemy się spodziewać wyników projektu i komercjalizacji aquafarm? Pytając wprost, kiedy zobaczymy akwaponiczny warzywniak i sklep rybny pod blokiem?

K.P.: Liczę na to, że ta perspektywa będzie niedługa – półtora, maksymalnie dwa lata. Nasz projekt kończy się w kwietniu przyszłego roku. Do tego czasu będziemy mieć już wyniki i będziemy się starali komercjalizować akwaponikę. Nie ukrywam, że jest to bardzo fajny temat i już w tej chwili widzimy duże zainteresowanie przedsiębiorców. Na otwarciu farmy jeden z restauratorów deklarował, że chciałby mieć taką u siebie w restauracji. Wprost prosił, by mu pomóc coś takiego zrobić. Oczywiście jesteśmy chętni, więc komercjalizację możemy zacząć jeszcze przed końcem projektu. Realnie widzę, że w perspektywie roku będziemy mogli dotknąć tej technologii i rzeczywiście kupić tego typu produkty. Pewnie nie będą to jeszcze idealne rozwiązania, ale nie o to chodzi. Do optymalizacji dojdziemy z czasem, ale ważne jest, żeby te rozwiązania były wdrażane.

M.S.: Czyli przyszłość już tuż za rogiem.

K.P.: Jeszcze dodam ciekawostkę. Jedziemy w najbliższym czasie do Norwegii, bo chcemy zawiązać współpracę międzyregionalną dotyczącą akwaponiki i akwakultury. Mamy zamiar rozwinąć branże akwakulturową w Polsce czerpiąc z doświadczenia przedsiębiorstw ze Skandynawii.

music-cover