Pokoleniowa amnezja środowiskowa sprzyja erozji oczekiwań wobec natury

Pokoleniowa amnezja

Lasu, przy którym mieszkam, moja babka nie uznałaby w ogóle za las (I. Cieślińska Wszystkich nas dotyka pokoleniowa amnezja…, wysokieobcasy.pl, 07.2021).

Każdy z nas z pewnością zna kogoś, kto mówi, że kiedyś było lepiej. Pewnie nawet sami często (a z wiekiem coraz częściej) tak mówimy. Postawa taka z pewnością jest powszechna i uzasadniona u wszelkiej maści przyrodników, od ekologów, ochroniarzy przyrody po przyrodników-amatorów, którzy z niepokojem obserwują zachodzącą na naszych oczach degradację środowiska naturalnego. Pytanie tylko, jak było kiedyś i czy rzeczywiście nasze oczekiwania wobec tego, jak powinno być, są uzasadnione. Badania nad zjawiskiem zespołu przesunięcia linii bazowej, czyli rodzajem pokoleniowej amnezji środowiskowej, wskazują, że niekoniecznie.

Degradacja środowiska często jest bagatelizowana lub podważana

Człowiek zmienia środowisko i to bodajże w skali nieobserwowanej ani nigdy wcześniej w historii Ziemi, ani u żadnego innego gatunku. Istnieją badania, które wskazują, że w ciągu ostatnich kilku dekad prawie jedna czwarta całkowitej globalnej produkcji pierwotnej została przeznaczona na potrzeby konsumpcyjne człowieka, połowa dzikich terenów planety została przekształcona i (prawdopodobnie bezpowrotnie) utracona, a liczebność dzikich zwierząt spadła o połowę.

Mamy na to potwierdzenie w postaci wyników badań naukowych. A mimo to szacunki te są dla wielu ludzi abstrakcyjne, a często bywają nawet podważane i to przez wcale niemałe rzesze sceptyków. Dyskusja na te tematy często odwołuje się do osobistych doświadczeń i anegdot oraz przykładów zmian środowiskowych obserwowanych w skali lokalnej. Nierzadko słyszy się przecież argumentację: Jakie ocieplenie klimatu? Przecież wczoraj u nas było -20°C. Znacie?

Zespół przesunięcia linii bazowej, czyli od przyrody oczekujemy coraz mniej

Dlaczego człowiek ma tendencję do bagatelizowania lub niedoszacowywania zmian środowiska, które sam spowodował? Jedną z odpowiedzi może być tzw. zespół przesunięcia linii bazowej, zwany również syndromem przesuwającego się punktu odniesienia (ang. shifting baseline syndrom, SBS). Polega on na zmianie przyjętych norm i oczekiwań wobec stanu środowiska naturalnego na skutek braku doświadczenia, pamięci lub wiedzy o jego kondycji w przeszłości. Inaczej ujmując, jest to skłonność do postrzegania jako normy stanu, który jest doświadczeniem obecnego pokolenia lub istniał niedawno.

Pojęcie to do dyskursu naukowego wprowadził w połowie lat 90. XX w. Daniel Pauly, biolog morski, w swoim nowatorskim jak na tamte czasy eseju Anecdotes and the shifting baseline syndrome of fisheries [1], pierwotnie osadzając je w kontekście rybołówstwa. Wykazywał w nim, że rybacy i biolodzy morscy mają tendencję do uznawania za właściwy stan ichtiofauny, jaki znali na początku swojej działalności. I do takiej właśnie bazy odnoszą swoje oczekiwania w zakresie wielkości i składu gatunkowego połowów, praktycznie ignorując sytuację sprzed okresu swojego życia.

Zjawisko to potwierdziły badania, w których wykazano, że liczba gatunków ryb wskazywanych jako utracone spadała wraz z wiekiem ankietowanego. Innymi słowy, młodzi rybacy widzieli mniejszy ubytek ichtiofauny i mieli tendencję do uznawania za właściwy stanu dużo gorszego niż ich dziadkowie.

W psychologii zjawisko SBS ma swój odpowiednik nazywany pokoleniową amnezją środowiskową (ang. environmental generational amnesia; [2]). Polega ona na tym, że każde kolejne pokolenie przyzwyczaja się do obrazu świata, w którym żyje i nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo uległ on degradacji w porównaniu do świata poprzednich pokoleń. Można to ująć krótko – zgodnie z koncepcją SBS nasze wyobrażenie o właściwym stanie środowiska z pokolenia na pokolenie eroduje.

Pokoleniowa amnezja dotyka nie tylko rybaków

Pomimo iż debata na temat SBS przez lata koncentrowała się w dużej mierze na rybołówstwie, zjawisko to może być powiązane z szeroką gamą aktualnych globalnych problemów środowiskowych, takich jak zanik gatunków, utrata naturalnych siedlisk i procesów czy zwiększony poziom zanieczyszczeń. Nawet jeśli warunki środowiska naturalnego z biegiem czasu stopniowo się pogarszają, to ludzie postrzegają je jako mniejsze niż faktycznie, ponieważ nie są świadomi lub nie pamiętają, czym jest środowisko naturalne.

Oczekujemy tych gatunków, które sami kiedyś widzieliśmy, ale pomijamy te, które wyginęły za życia poprzednich pokoleń, przed czasem naszych narodzin. Jeśli pamiętamy piękną, czystą rzekę z czasów dzieciństwa, która obecnie została zdegradowana, to za stan właściwy dla niej będziemy uważali ten sprzed kilkudziesięciu lat, chociaż i tak był on prawdopodobnie daleki od pierwotnego. Skąd ludzie mają wiedzieć, jak wygląda naturalny las, skoro większość z nich nigdy go nie widziała?

Ale dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, ponieważ zagadnienie przesunięcia oczekiwań, które plasuje się gdzieś na pograniczu nauk społecznych i przyrodniczych, jest trudne do badania. Przede wszystkim z uwagi na ograniczony warsztat metodyczny (głównie ankietyzacja), małą dostępność danych porównawczych (brak twardych danych historycznych) i konieczność odnoszenia się do subiektywnych doznań badanych obiektów (ankietowanych). A jednak dostępnych jest sporo prac analizujących ten problem.

Utrata kontaktu z naturą sprawia, że przestajemy ją właściwie postrzegać

Jednego z bardziej syntetycznych i jednocześnie wyczerpujących ujęć zjawiska SBS dokonali dwaj ekolodzy, Masashi Soga i Kevin Gaston, w przeglądzie zagadnienia opublikowanym w 2018 r. na łamach Frontiers of Ecology and Evolution [3]. Wskazują oni trzy główne przyczyny.

Pierwszą jest brak właściwych danych o środowisku naturalnym. Pamiętajmy, że większość programów monitoringu różnorodności biologicznej w Europie uruchomiono pod koniec XX w., długo po tym, jak oddziaływania antropogeniczne wyrządziły już większość szkód w środowisku. Bez wiarygodnych danych historycznych ludzie nie są w stanie stwierdzić, czy nastąpiły długoterminowe zmiany, a jeśli tak, to w jakim stopniu. W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak zdefiniować wartości bazowe na podstawie naszej wiedzy i własnych doświadczeń, co w nauce często określane jest mianem opinii eksperckiej (metoda dość nielubiana i często poddawana krytyce jako nieobiektywna). Oznacza to konieczność opierania polityki środowiskowej na przekonaniach, a nie na twardych dowodach, co może nawet przyspieszyć zjawisko SBS.

Drugiej przyczyny autorzy upatrują w utracie powiązań człowieka z jego środowiskiem naturalnym. W dużej części świata ludzie, zwłaszcza dzieci, mają coraz bardziej ograniczony kontakt z przyrodą, spędzając więcej czasu w pomieszczeniach zamkniętych, przed telewizorem lub komputerem niż którekolwiek poprzednie pokolenie. Powstał nawet specjalny termin określający to zjawisko – zespół deficytu natury (ang. Nature-deficit disorder). Wynika on z jednej strony ze wzrostu udziału populacji ludzkiej zamieszkującej obszary zurbanizowane, bez dostępu do terenów naturalnych, z drugiej zaś z rozwoju alternatywnych form spędzania czasu wolnego, bez potrzeby kontaktu z naturą (jak media społecznościowe, telewizja, internet). Ta postępująca utrata interakcji człowiek-natura jest kolejnym kluczowym czynnikiem napędzającym SBS.

W końcu, jako trzecią przyczynę, Soga i Gaston wymieniają brak podstawowej wiedzy na temat otaczającego nas środowiska, czyli na przykład znajomości lokalnych roślin i zwierząt. Ten rodzaj wiedzy, szczególnie w krajach rozwiniętych i na obszarach zurbanizowanych, coraz częściej zanika w społeczeństwie. Miejskie dzieci myślą, że jabłka rosną na sklepowych półkach i nie mają pojęcia, skąd się biorą maliny. Może odróżnią srokę od gołębia, ale pojęcia nie mają o tym, jak wygląda pospolita zięba czy jerzyk. I co to do diabła jest tarnina? Ten, kto słabo rozumie historię naturalną, rzadziej dostrzega zmiany w świecie przyrody.

Oczywiście w społeczeństwie istnieją grupy ludzi wyjątkowo dobrze obeznanych ze środowiskiem naturalnym i o dużej świadomości przyrodniczej, do których zaliczają się, między innymi, ekolodzy, zarządcy obszarów chronionych czy przyrodnicy-amatorzy. Mają oni ogromny potencjał w zakresie upowszechniania wiedzy o przyrodzie, jednak stanowią zazwyczaj jedynie ułamek społeczeństwa.

W konsekwencji SBS nasza tolerancja na degradację rośnie

Przesunięcie punktu odniesienia ma swoje konsekwencje. Przede wszystkim zwiększa tolerancję społeczeństwa na postępującą degradację środowiska, w tym spadek populacji dzikich zwierząt, utratę naturalnych siedlisk i wzrost zanieczyszczenia. Ludzie na ogół opierają swoją ocenę degradacji środowiska na tym, jak obecne warunki różnią się od ich własnych poznawczych punktów odniesienia. Dlatego też, w miarę jak przyzwyczajamy się do obecnego stanu środowiska, dalszą degradację będziemy postrzegać jako mniej dotkliwą.

Pokoleniowa zmiana punktu odniesienia może również wpłynąć na oczekiwania ludzi co do tego, jaki stan środowiska naturalnego uznajemy za pożądany, a więc warty ochrony. Fałszywe wyobrażenie o przeszłych warunkach środowiskowych może rzutować na wyznaczenie niewłaściwych celów dla programów ochrony, odtwarzania i zarządzania środowiskiem. Oznacza to, że w obliczu ciągłego globalnego pogarszania się warunków naturalnych nasze oczekiwania w zakresie stanu właściwego będą coraz bardziej liberalne, co stanowi ogromne zagrożenie dla ochrony, odtwarzania i zarządzania środowiskiem.

Konsekwencje dla gospodarowania wodami

Jak to się ma do gospodarowania wodami? A bardzo prosto – aby prawidłowo ocenić stan wód i projektować właściwe działania naprawcze, musimy określić stan referencyjny (nasza linia bazowa czy punkt odniesienia) oraz cele środowiskowe (do czego dążymy). Jasne jest, że zarówno z naukowego, jak i praktycznego punktu widzenia, nie ma jednego właściwego lub pożądanego punktu odniesienia, zatem określenie tego właściwego stanowi poważne wyzwanie. Przy niewłaściwie wyznaczonym stanie referencyjnym nasze wyobrażenie o odchyleniu od niego (czyli de facto ocena stanu ekologicznego) jest również mylne, a to z kolei rzutuje na cele środowiskowe, czyli stan wód, do jakiego mają doprowadzić działania ochronne i naprawcze. Frustrujące, prawda?

Ale może nasze podejście wynikające z SBS jest po prostu pragmatyczne? Po co nam cele środowiskowe, których nie jesteśmy w stanie osiągnąć? To tylko rodzi frustrację i zniechęca do podejmowania działań. Pewnie ten wspomniany wcześniej człowiek, mieszkający nad zdegradowaną rzeką, wolałby ją widzieć taką, jaką była w czasach jego dzieciństwa. Nawet jeśli stan ten był daleki od naturalnego, to i tak lepszy od obecnego. Oczywiście pod warunkiem, że w ogóle go ta rzeka obchodzi!


W artykule korzystałam m.in. z prac:

[1] Pauly D. (1995). Anecdotes and the shifting baseline syndrome of fisheries. Trends Ecol Evol 10: 430.

[2] Kahn Jr. P.H. (2002). Children’s affiliations with nature: Structure, development, and the problem of environmental generational amnesia. W: Kahn Jr P. H., Kellert S. R. (red.). Children and Nature: Psychological, Sociocultural, and Evolutionary Investigations, Cambridge, MA: MIT Press 93: 116.

[3] Soga M., Gaston K.J. (2018). Shifting baseline syndrome: causes, consequences, and implications. Front Ecol Environ 2018; 16(4): 222–230, doi: 10.1002/fee.1794

music-cover